Silent disco

Usiadł przy stole. Dokładnie tak, jak zwykle. Położył dłonie na kolanach, wyprostował się i zaczął obserwować jak kurz tańczy w promieniach słońca wpadających przez okno. Silent disco. 

Słońce musi wpadać do kuchni, bo nie mieści się na zewnątrz. Wokół tylko jego oddech i para z czajnika. Już zaczęły. Już wszystkie go obłażą. I ślimaki, które wcześniej siedziały na łodygach wyschniętych kwiatów, i ćmy, która zmiażdżył kapciem i zostawił w kącie trochę jeszcze żywe. I nawet dżdżownice, które nabija na haczyk mimo, że nigdy nie był na rybach. Zlazło się tu całe robactwo, które trzyma w słoikach na czarną godzinę. Ale on może. Jemu wszystko wolno, bo ona ma siwe włosy, prawie już nie widzi, o słuchu także nie ma mowy. On jest bohaterem. Wszystko już wie. W jego wieku każdy by wiedział. Kiedy ma się sto lat nic nie dziwi. Wszystko jest nużące i przewidywalne.

On tak mówi. Ja jeszcze nie sprawdziłam, ale on jest bohaterem i trzeba mu wierzyć na słowo. 

Kiedy przyjechaliśmy tu, do normalnego świata, który okazał się być jeszcze gorszy od tamtego, nie spodziewaliśmy się tak ciepłego powitania. Tradycyjnie, nażarliśmy się i upiliśmy, a przez następne kilka dni, wracaliśmy do siebie.

Ktoś zmasakrował nasz statek kosmiczny, a na ścianie naszego domu napisali: Ziemia dla Ziemian, Ufole do Kosmosu. Trochę się namęczyliśmy żeby to sobie przetłumaczyć, nie opanowaliśmy jeszcze waszego języka.

Pachnie tu u was trochę inaczej. Pachnie u was na niebiesko, kiedy u nas wszędzie rozlega się czerwień. Ludzie wyglądają podobnie, ale wasze mózgi nie są jeszcze tak rozbudowane jak nasze. My nie dziwimy się kiedy widzimy inny kolor skóry, kilka głów więcej u jednej istoty, a nawet, nie dziwią nas nadprogramowe palce u stóp. Ale co za różnica, i tak, nie ma tu z kim pogadać. Każdy tylko wie lepiej, każdy tylko krzywi się i narzeka.

A w ogóle co to jest, ta Ziemia? Kraj? Miasto? Mówicie, że cały świat, ale macie cechy zabitej dechami wiochy. Co zrobić? Nie zabawimy tu długo. Mieliśmy co do tego miejsca jakieś plany, ale nie wiemy, gdzie szukać jakiegoś szefa. Wszyscy mówią tylko „dzięki Bogu”, a nikt nawet nie spotkał się z nim osobiście. Nic nie mówię, wiadomo, co kraj to obyczaj, ale każdy kiedyś przestaje wierzyć we wróżki.

Macie tu kilka fajnych rzeczy. Mógłbym wymienić na palcach jednej ręki, byłoby ich z dwanaście. To tyle ile tych kolesi, co chodzili za tym, no Jezusem. Uwielbiam te wasze legendy.

Będziemy się już zbierać. Zostawiam tę kartkę w widocznym miejscu. Mam nadzieję, że ją znajdziecie, zanim ewolucja zacznie działać w drugą stronę. Tymczasem żegnajcie i do następnego razu.

(Źródło: nevver, via jestesguwnempozdro)

Afro Kolektyw 

Na przykład w pierwszej kamienicy, niedaleko pewnej kawiarni, mieszkają Kuglarze, którzy wciąż ćwiczą w swoimi mieszkaniu nowe sztuczki. Piętro wyżej (na strychu) przesiaduje Astronom, który liczy spadające gwiazdy. Tuż nad pijalnią czekolady mieszka Karzeł zajmujący się struganiem szachów. Obok, pewien zamknięty w sobie Elf, który wychodzi z mieszkania tylko wtedy, gdy wietrzy mieszkanie. W jednej z kamienic mieszka też mężczyzna, który mierzy trzy metry. Niektórzy mówią, że takie wrażenie robi cylinder i długi, czarny płaszcz, które ten wciąż nosi. Owy mężczyzna wychodzi z mieszkania tylko nad ranem, by nikt go nie widział, ale trudno nie zauważyć kogoś, kto przechadza się po dachach kamienic. Pewnie wystraszyłbyś się widząc kogoś, kto przechadza się właśnie po dachu twojego domu, musisz wiedzieć, że świadczy to tylko o Twoim braku wyobraźni.
Owy mężczyzna wydaje się być smutnym i ponurym człowiekiem, ale w istocie jest kimś bardzo wesołym…

Pociąg

W pociągu okropny tłok. Gorąco, słonecznie, duszno, ogólnie- źle. Zajebiście- pomyślałam i od razu karcę się w myślach, bo przecież dziewczyny nie mogą przeklinać, tak nie wypada. Ale jak tu nie przeklinać jak wszyscy ludzie z tego kraju postanowili jechać tym samym pociągiem co ja, może nawet w tym samym przedziale? – Ja pierdolę…- przemyka mi przez myśl, znowu brzydkie słowo, znowu kara w myślach. Myślę sobie: nie mów tak, nie można.

Ładuję się do przedziału, w którym zostało jeszcze jedno miejsce. Pytam czy można, choć to pytanie retoryczne, przecież i tak wejdę, bo gdzie mam niby siadać? Nikt mi nie odpowiada, może ktoś przy oknie coś burknął, ale nie jestem pewna. Siadam. Poczytałabym książkę, ale głupio mi wyciągnąć, ze względu na tytuł. Jakiś taki niefortunny.

Siedzimy tak wszyscy, gapimy się na siebie ukradkiem, że niby się nie gapimy, niektórzy czytają gazety- miesięczniki, tygodniki, inni słuchają muzyki, jakiś łupanek, współczuje temu, kto ma tu kaca.

Nagle jeden facet ściąga buty. Jezu Chryste! Wiem, nie można tego  mówić zbyt często, chociaż tej zasady nie rozumiem, co to, Lord Voldemort, że imienia wypowiadać nie można? No, ale nie to jest teraz ważne, ważne jest to, że inny facet się denerwuje i wybucha:

- Co pan do chuja pana?! Zakładaj pan te buty na śmierdzące skarpety, zabić pan nas chcesz?!

- A co mi tu będzie gadał?! He?! Będę se zakładał i ściągał kiedy chcę! Wolny kraj!

- Wolny!- wczuła się jakaś kobieta odrywając się od najnowszego numeru Przyjaciółki.

A ja się uśmiecham tylko, bo też nie lubię tego ściągania butów, niech mi jeszcze taki właduje dziurawą skarpetę na moim siedzeniu… Ale ukradkiem się uśmiecham, bo jak zobaczą, że trzymam kogoś stronę to będą chcieli żebym się wypowiedziała, a ja nie lubię się wypowiadać, bo mam problemy z asertywnością a do tego mówię niewyraźnie. Żadna wada wymowy, po prostu mówię tak, bo nie staram się inaczej.

Wchodzi konduktor, pyta o bilety, ale nikt go nie słucha, bo kłótnia nadal trwa. Zrobił się wielki konflikt o buty, właściwie skarpetki. Przejebane do kwadratu. Znowu kara. Trochę się stresuję, bo boję się, że każą mi się wypowiedzieć, a ja nie chcę. Idę na papierosa. Zamknę się w obleśnej łazience PKP i pokontempluję. Przy okazji sprawdzę w lusterku jak wyglądam kiedy palę. Nigdy się nie widziałam. 

O tym, że każdego dnia można się czegoś nauczyć…

Każdy monolog to dialog. Tyle na ten temat. 

Coeur de Pirate

Radiohead