W pociągu okropny tłok. Gorąco, słonecznie, duszno, ogólnie- źle. Zajebiście- pomyślałam i od razu karcę się w myślach, bo przecież dziewczyny nie mogą przeklinać, tak nie wypada. Ale jak tu nie przeklinać jak wszyscy ludzie z tego kraju postanowili jechać tym samym pociągiem co ja, może nawet w tym samym przedziale? – Ja pierdolę…- przemyka mi przez myśl, znowu brzydkie słowo, znowu kara w myślach. Myślę sobie: nie mów tak, nie można.
Ładuję się do przedziału, w którym zostało jeszcze jedno miejsce. Pytam czy można, choć to pytanie retoryczne, przecież i tak wejdę, bo gdzie mam niby siadać? Nikt mi nie odpowiada, może ktoś przy oknie coś burknął, ale nie jestem pewna. Siadam. Poczytałabym książkę, ale głupio mi wyciągnąć, ze względu na tytuł. Jakiś taki niefortunny.
Siedzimy tak wszyscy, gapimy się na siebie ukradkiem, że niby się nie gapimy, niektórzy czytają gazety- miesięczniki, tygodniki, inni słuchają muzyki, jakiś łupanek, współczuje temu, kto ma tu kaca.
Nagle jeden facet ściąga buty. Jezu Chryste! Wiem, nie można tego mówić zbyt często, chociaż tej zasady nie rozumiem, co to, Lord Voldemort, że imienia wypowiadać nie można? No, ale nie to jest teraz ważne, ważne jest to, że inny facet się denerwuje i wybucha:
- Co pan do chuja pana?! Zakładaj pan te buty na śmierdzące skarpety, zabić pan nas chcesz?!
- A co mi tu będzie gadał?! He?! Będę se zakładał i ściągał kiedy chcę! Wolny kraj!
- Wolny!- wczuła się jakaś kobieta odrywając się od najnowszego numeru Przyjaciółki.
A ja się uśmiecham tylko, bo też nie lubię tego ściągania butów, niech mi jeszcze taki właduje dziurawą skarpetę na moim siedzeniu… Ale ukradkiem się uśmiecham, bo jak zobaczą, że trzymam kogoś stronę to będą chcieli żebym się wypowiedziała, a ja nie lubię się wypowiadać, bo mam problemy z asertywnością a do tego mówię niewyraźnie. Żadna wada wymowy, po prostu mówię tak, bo nie staram się inaczej.
Wchodzi konduktor, pyta o bilety, ale nikt go nie słucha, bo kłótnia nadal trwa. Zrobił się wielki konflikt o buty, właściwie skarpetki. Przejebane do kwadratu. Znowu kara. Trochę się stresuję, bo boję się, że każą mi się wypowiedzieć, a ja nie chcę. Idę na papierosa. Zamknę się w obleśnej łazience PKP i pokontempluję. Przy okazji sprawdzę w lusterku jak wyglądam kiedy palę. Nigdy się nie widziałam.